Gorąco na polu bitwy…

Z gorączką spotykam się codziennie. W gabinecie, na wizycie, w swoim domu… To numer jeden konsultacji telefonicznych z moimi pacjentami. Gorączka u dziecka to niepokój rodzica (i uwierzcie mi – lekarza też). Boimy się poważnej choroby, drgawek, udaru cieplnego czy nieodwracalnych szkód w organizmie dziecka. Chcemy pozbyć się gorączki natychmiast. Prawdopodobnie podświadomie wiążemy ją z nasileniem choroby, więc obniżenie temperatury daje nam poczucie panowania nad sytuacją. Jak najszybciej chcielibyśmy zobaczyć na termometrze 36,6°C. Jeżeli nie udaje się tego celu osiągnąć pojawiają się pytania czy to oby tylko łagodna infekcja. Sama wielokrotnie też się na takich wątpliwościach przyłapywałam.

Ale czy słusznie? Czy zawsze musimy walczyć z gorączką?

Gorączka nie jest chorobą, jest objawem choroby. Musimy pamiętać, że jest bodźcem dla układu immunologicznego. Podwyższona temperatura stwarza dobre warunki do walki z mikroorganizmami. Wiele wirusów wolniej namnaża się w wyższej temperaturze, a komórki układu odpornościowego jak neutrofile, limfocyty T i B są bardziej zmobilizowane. Każda z tych komórek pełni ważną rolę w walce z infekcją. Najprościej to opisując neutrofile zabijają bakterie, limfocyty B produkują przeciwciała, które walczą z wirusami i bakteriami, a limfocyty T niszczą komórki zainfekowane wirusami.


A czy nasze obawy o szkodliwość gorączki znajdują swoje uzasadnienie?

Po pierwsze wysokość temperatury nie zawsze świadczy o ciężkości choroby. Niejednokrotnie w niepowikłanych infekcjach wirusowych temperatura może przekraczać nawet 40°C, jak to się dzieje na przykład w gorączce trzydniowej (rumień nagły), podczas gdy bakteryjne zapalenie płuc może przebiegać z temperaturą w granicach 38,5°C.

Po drugie gorączka nie grozi uszkodzeniem mózgu. Udar cieplny tak, ale nie gorączka, która jest kontrolowanym wewnętrznie wzrostem temperatury. W infekcji nasz układ odpornościowy wydziela różne cząsteczki zwane cytokinami, które przestawiają w mózgu ustawienie termostatu na wyższą temperaturę i nie przekroczy ona wówczas 42°C. Nieodwracalne szkody występują natomiast, gdy np. w upalny dzień dziecko zostaje zamknięte w samochodzie i organizm nie ma możliwości ochłodzenia – podwyższenie temperatury wynika z czynników zewnętrznych.

Kolejna rzecz zaskakuje samych lekarzy, bo wydaje się zaprzeczać logice i intuicji – badania naukowe potwierdzają, że leki przeciwgorączkowe nie zmniejszają ryzyka wystąpienia drgawek gorączkowych.

Kilka badań wykazało również, że zbyt intensywne obniżanie temperatury ostatecznie może wydłużać czas trwania infekcji – jedno z badań przeprowadzono u osób dorosłych chorujących na grypę, drugie u dzieci chorujących na ospę wietrzną. Inne badanie wykazało, że gorączkujące dzieci zakażone Salmonellą, szybciej pozbywały się bakterii w porównaniu do zakażonych dzieci z prawidłową temperaturą ciała.

Zatem leki przeciwgorączkowe mogą pogarszać odpowiedź organizmu na infekcję. Mają też działania niepożądane, co powinniśmy brać pod uwagę.

Zanim podamy lek warto zadbać o odpowiednie nawodnienie malucha, komfortowe ubranko lub piżamkę, odpoczynek. Nie zmuszajmy do jedzenia, organizm gorączkującego dziecka bardziej potrzebuje płynów (przy gorączce szybciej się odwadniamy).
Pacjenci często pytają od jakiej temperatury należy podawać leki przeciwgorączkowe. I tu odpowiedź podsuwają nam towarzystwa naukowe (Amerykańska Akademia Pediatrii, brytyjska NICE, polskie zalecenia zawarte w „Rekomendacjach postępowania w pozaszpitalnych zakażeniach układu oddechowego”), które zalecają podawanie leków w momencie, gdy gorączkujące dziecko nie czuje się dobrze. Jeżeli maluch bawi się, jest odpowiednio nawodniony z podaniem leków możemy poczekać.

Nie chodzi zatem o to, żeby w ogóle rezygnować z podawania leków przeciwgorączkowych w infekcjach, ale, żeby używać ich rozsądnie. Powinniśmy pomóc dziecku, a nie podejmować pojedynek z cyframi – nie one są najważniejsze. I oczywiście należy skonsultować się z lekarzem, aby znaleźć przyczynę gorączki.